akwaryści - miłośnicy czy barbarzyńcy?

Tematy ogólne

Moderatorzy: seba*1*, sopel1971

Awatar użytkownika
_TOM_
członek PKMD
Posty: 4039
Rejestracja: 09 sie 2006, 12:37
Imie i Nazwisko: Tomek Borowski
Miejsce zamieszkania/miasto/: Gdynia
Lokalizacja: 3MIASTO

akwaryści - miłośnicy czy barbarzyńcy?

Post autor: _TOM_ » 09 sie 2017, 18:18

Witam,

Proszę nie odbierać tego tematu jako wycieczki personalnej, krytyki, czy też w kogokolwiek ukierunkowanego tematu.
Celem tego postu jest skłonienie do przemyśleń, refleksji, dyskusji, być może zmiany poglądów w przyszłości.

Akwaryści często siebie nazywają miłośnikami ryb, nawet mój zacny klub którego mam zaszczyt być już ponad dekadę członkiem nazywa się Klubem Miłośników. Czy aby na pewno akwaryści są prawdziwymi miłośnikami? Czy czasem jak poparzymy z innej perspektywy nie jest im jednak bliżej do barbarzyńców, hord niszczących wszystko co napotkają na swojej drodze, niż do miłośników? Czy to co robimy ma dużo wspólnego z prawdziwą miłością?
Co mam na myśli? Pewnie wielu sobie teraz zadaje takie pytanie ...

Poza byciem akwarystą, jestem też wędkarzem, nawet dwa razy dłużej i częściej jestem wędkarzem niż akwarystą.
Wędkarze bardzo skutecznie i perfekcyjnie realizując siebie, czy też swoje hobby, jak kto woli, potrafili wytępić wiele odmian ryb z wielu akwenów, gdzie naturalnie występowały od setek lat. Teraz sie zreflektowali i starają się ratować akweny jakie zniszczyli i zarybiać, ale oczywiście dominuje tu ekonomia, tam gdzie kiedyś łowiłem miętusy, węgorze, teraz mogę łowić zwykłe i pospolite karpie. By łowić ryby, a nie tylko moczyć wędki, trzeba jeździć do Szwecji, Finlandii i Norwegii. Jestem tam od ponad 10 lat 2 razy w roku, spotykam dziesiątki wędkarzy z Polski i Niemiec, pomimo, że świadomość wędkarza nieco wzrasta, nie zabija teraz połowa z nich wszystkiego tego co złapał, tylko wypuszcza do wody, to pozostał część, co zabije choćby dla kota, albo by mu się zwróciły koszty nadal tępi ryby w ich środowisku naturalnym. Ja porównując w ostatnich 10 latach już dostrzegam wyłowienie niektórych ryb i w tych krajach skandynawskich, są już na pochylni, zarybienie tam leci w dół, kilka jeszcze lat mają by dogonić nasze akweny jeśli chodzi o wytępienie niektórych gatunków ryb.

Czy akwaryści nie czynią podobnego zła rybom w akwenach w jakich żyją od tysięcy lat?
Czy biznes, handel, wręcz przemysł, mający na celu zaspokojenie chęci posiadania ryby z odłowu u akwarystów nie jest barbarzyństwem?
Są akweny gdzie zanikają już ryby akwariowe z powodów nadmiernych odłowów. Dzieje się to samo z akwariowymi rybami co z niektórymi gatunkami ryb konsumpcyjnych. Znikną z czasem w niektórych akwenach.

Czy wystawiając na mistrzostwach ryby dzikie nie propagujemy ich eksterminacji? Czy to nie jest propagowanie wytępienia ich w środowisku naturalnym?
A kto wtedy jest zwycięzcą? Przecież matka natura je stworzyła, a nie akwarysta zakładający medal za dzikusa na szyję, on jedynie zapłacił za ich wyłapanie i eksport do siebie.
Znane mi są hasła obrońców odłowu, że geny potrzebne ... ale czy na mistrzostwach kotów, miłośnicy kotów wystawiają tygrysy? lwy? żbiki? ryzie?
Albo miłośnicy psów wystawiają likaony, wilki, lisy?
Czy oni mieszają geny dzikiej hieny z jorkiem by mieć bogatszy materiał genetyczny?
Już tylko Japonia odławia wieloryby pod hasłem badań, reszta świata zmądrzała, zakończyła rzeź.

Moim marzeniem jest by akwaryści też kiedyś zmądrzeli, by zaczęli prawdziwie kochać ryby dzikie, bo wtedy zrozumieli by, że te są tylko w swej dziczy i w swym środowisku naturalnym szczęśliwe. Prawdziwy miłośnik nigdy by ich nie odławiał, ani nie przyczyniał się do ich odłowu, bo tym samym przyczynia się, że z czasem znikną ze swego naturalnego środowiska, akwarysta jak barbarzyńca doprowadzi do wytępienia ryb w naturze, jakie rzekomo kocha.
Akwarystom wystarczyć powinno mnożenie tych odmian hodowlanych, jak starcza to kociarzom, psiarzom, itd.
Może kiedyś moja córka zostanie akwarystą, mam nadzieję za jej czasów i jej pokolenie wystawianie dzikich ryb będzie nazywało po imieniu: barbarzyństwem, nie będzie to już modne, tylko staromodne i okrutne zarazem.
Miliony słoni musiało zginąć, dziesiątek lat trzeba było zmieniać mentalność, by świat przestał zachwycać się kością słoniową, tu barbarzyńców już niewielu zostało.

Mam też inne marzenie, by to właśnie polscy akwaryści jako pierwsi na świecie propagowali takie poglądy, byli pionierami zmiany mentalności na całym świecie, potępiali odłowy dzikich ryb do akwariów, handel nimi i wystawianie dzikich ryb na konkursach.

Awatar użytkownika
Darcon
członek PKMD
Posty: 163
Rejestracja: 15 lip 2014, 15:05
Imie i Nazwisko: Dariusz Zasadzki
Miejsce zamieszkania/miasto/: Gdańsk

Re: akwaryści - miłośnicy czy barbarzyńcy?

Post autor: Darcon » 11 sie 2017, 10:31

Dobry tekst Tomku, poruszasz ciekawy i poważny temat. Myślę jednak, że część pytań stawiasz czysto retorycznie. Ty znasz już na nie odpowiedzi, znają je też inni. Skupiłeś się na wycinku, a temat jest szerszy i globalny. Dotyczy praktycznie całe środowiska, zarówno wodnego jak i lądowego. Konsumpcja, konsumpcja, konsumpcja. Człowiek powoli idzie po rozum do głowy, kwestia tylko czy zdąży, sporo gatunków wytrzebi, sporo już wytrzebił.

W jednym popieram cię już teraz. W kwestii wystawiania ryb dzikich. Żadne osiągnięcia akwarysty nie wchodzą w grę. To tylko kwestia zasobności portfela. Pokazywałem już ten film kiedyś w innym poście:
https://www.youtube.com/watch?v=AJpBwFVoyCI
Pewnie setka z tych ryb spokojnie wskoczyłaby na pudło w Poznaniu, więc po co szumnie organizować kategorię dzikie i dawać międzynarodowe nagrody i tytuły? W moim odczuciu niewiele znaczą. To popyt napędza podaż. Nie będzie chętnych, nie będzie hurtowników takich jak na filmie.

Wracając do tematu, są potrzebne takie teksty jak twój. Trzeba drążyć kroplę, żeby utorować drogę całej rzece.

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość